niedziela, 2 marca 2014

Cudowna niedziela

Zaczęła się cudownie bo w końcu się wyspałam :) Kilka godzin później dowiedziałam się, że pierwszy raz w życiu coś wygrałam :) I to nie byle co, bo grę w konkursie u Izy z Domowego zakątka. Strasznie mnie to ucieszyło :) Na pewno napiszę o grze jak tylko do mnie dotrze i w nią zagramy :)
Popołudniu planowaliśmy wyrwać się do lasu ale zdecydowaliśmy, że pójdziemy na spacer w mieście i wpadniemy do mojej ukochanej kawiarni Home Sweet Home, na pyszne ciacho ;) Kawiarnia jest niezwykła z wielu różnych powodów, po pierwsze jest w niej jak w domu, po drugie spaceruje po niej piękny czarny kot (choć dziś akurat się schował), po trzecie jest również niezwykłym sklepem w którym można kupić cudowne rzeczy do domu, a po czwarte można tam zjeść pyszne domowe wypieki (szczególnie polecam bezę) i napić się gorącej czekolady z prawdziwego zdarzenia. Panuje tam niezwykły klimat i aż nie chce się stamtąd wychodzić :) Nie będę więcej pisać tylko pokaże Wam zdjęcia, bo próbowałam dziś uchwycić cudowny klimat tego kawiarnio-sklepu :)


























Trochę ich jest ;)
Udanego nadchodzącego tygodnia :)

piątek, 21 lutego 2014

Mamy czas... czas nie goni nas

W tym tygodniu siedzimy w domu ponieważ Hania jest chora i wzięłam L4. Szczerze mówiąc bardzo potrzebowałam tego czasu żeby odpocząć i żeby... się sprawdzić.

W czym? W swoim panowaniu nad czasem. Już nie raz pisałam Wam, że czas ucieka mi miedzy palcami, że nie ogarniam rzeczywistości i wciąż żyję w pośpiechu i wyrzutach sumienia. Kiedyś napisałam post o lenistwie, bo ewidentnie mam w sobie (pewnie jak każdy) małego lenia, ale czasem na zbyt dużo mu pozwalam. I rzeczywiście faktem jest, że to nieogarnięcie codzienności wynika z tego iż baaardzo dużo pracuję. Wiem o tym dobrze, ale teraz, właśnie w tym tygodniu dotarło to do mnie jakoś mocniej. Dlaczego? Ponieważ obiecałam sobie, że nie przeleniuchuję tych dni na L4 i nie pozwolę na to żeby uciekł mi czas. Dlatego każdy dzień zaplanowałam, zrobiłam dużo porządków - mówiąc dokładniej doprowadziłam dom do stanu normalności, pobawiłam się z Hanią, poczytałam jej i sobie, a minęły zaledwie 3 dni, jeszcze całe 4 przede mną i tak się zastanawiam jak to wszystko kontynuować kiedy wrócę do pracy.... Gdybym pracowała tylko w szkole kończyłabym koło 13 i miała całe popołudnie wolne, tak jednak nie jest ponieważ mam sporo korepetycji i w rezultacie wracam do domu późnym wieczorem, kładę Hanie spać i sama ledwo żyję więc nie mam sił ani na sprzątanie, ani na gotowanie ani na ćwiczenie, które tak bardzo chciałabym wcielić w życie (teraz na L4 to mi się udaje :))

Jakie z tego wyciągam wnioski? Muszę przewartościować pewne sprawy. Spróbuje tak wszystko ustalić żeby korepetycje zajmowały mi dwa góra trzy popołudnia, wprowadzę żelazną zasadę zero pracy zawodowej w weekendy i różne formy spędzania czasu z Hanią podzielę na konkretne dni czyli np w poniedziałki rysujemy, we wtorki gramy w planszówki, w środy lepimy itp. To samo zrobię z robieniem zakupów, ustalaniem menu i stałą żelazną godziną np. 21 na ćwiczenie z płytą w domu. Tylko w ten sposób odzyskam spokój wewnętrzny. A ponieważ już wiem, że od września będę miał bardzo dużo godzin w szkole, najzwyczajniej w świecie zrezygnuję z korepetycji :) I na samą myślo tym robi mi się lepiej :):):)

A teraz krótka historia ze środy. W czasie gdy wieszałam pranie, przybiegła do mnie Hania z informacją że wyrwała sobie zęba, ponieważ wychodzi jej już druga stała jedynka na dole stwierdziłam, że to dobrze... Jednak nagle zobaczyłam że dość obficie leci jej krew i zabrałam do łazienki żeby przepłukać jej usa. Wtedy dowiedziałam się, że moja córka nie wyrwała, a wybiła sobie zęba, bawiąc się na rowerku stacjonarnym - trzymając metalową kierownicę zębami!!! Obruszany mocno ząb to jedynka u góry :o Nie pozostało nic innego, jak pojechać do pani dentystki i wyrwać tą nieszczęsną jedynkę i tym sposobem mamy w domu szczerbuska :)))


środa, 19 lutego 2014

Nowoczesne książki ;)

Jakiś czas temu, pod wpływem impulsu, kupiłam sobie czytnik firmy Kindle. Bardzo lubię czytać książki i uwielbiam zapach papieru, szelest kartek i wszystko to co towarzyszy tradycyjnej książce.

Skąd więc decyzja o czytniku? Zaintrygowała mnie jego lekkość, poręczność i możliwość pomieszczenia niezwykle dużej ilości książek. Dodatkowo, to już odkryłam po zakupie, moje oczy nie męczą się w ogóle podczas czytania i zdecydowanie dłużej mogę posiedzieć z taką 'książką'. Póki co nie widzę w nim żadnych wad, z wyjątkiem tej różnicy że to nie papierowa wersja książki, ale z tym musiałam się pogodzić od samego początku. Bardzo podobają mi się wygaszacze ekranu no i etui w miętowym kolorze, jakie mu sprawiłam. Jeszcze jednym plusem jest niższa cena ebooków i w związku z tym czeka na mnie aktualnie "cała sterta" książek do przeczytania :)

A tak właśnie prezentuje się mój czytnik :)


















Nie jest w stanie zastąpić prawdziwej książki, ale jest świetną alternatywą szczególnie na czas podróży :)
A co Wy sadzicie  takiej wersji książek?

poniedziałek, 17 lutego 2014

Nasze kociaki

"Czy dom bez kota – najedzonego, dopieszczonego i należycie docenionego – zasługuje w ogóle na miano domu?" Mark Twain :)

No właśnie, jak tu dziś nie napisać o kotach, skoro obchodzą swoje święto :) Przedziwna sprawa z tymi kotami, a szczególnie brytyjczykami, bo jak już ktoś zdecyduje się na jednego to zapada na tzw. brytozę i za chwilę myśli o dokoceniu ;)) Tak samo było w naszym przypadku. W życiu nie pomyślałabym, że zamieszka z nami jeszcze jakiś kot oprócz Lilu, a tu po kilku miesiącach zdecydowaliśmy się na Bonusia i przyznam szczerze, że co jakiś czas przemyka mi przez głowę myśl o trzecim ;) ale póki co to tylko myśli :)
Rzeczywiście w kotach tkwi jakaś tajemnica, sprawiają, że dom jest bardziej domem i dużo radości dają (ale zupełnie innej niż pies). Nie wyobrażam sobie życia bez naszych kociastych i mimo tony sierści (szczególnie teraz), która jest dosłownie wszędzie, wpisały się w naszą rodzinę i stały się jej ważną częścią :)









Wszystkiego najlepszego dla wszystkich kociaków! :)

niedziela, 16 lutego 2014

Kolorowe kredki w pudełeczku noszę...

Dziś chciałabym Wam napisać o kredkach, które towarzyszą Hani niemal od samego początku, kiedy zaczęła rysować. Pomijam same początki, kiedy miała do dyspozycji małe kredki świecowe firmy Jovi lub Crayola, specjalnie dostosowane do małych rączek dziecka. Natomiast jak tylko nabrała wprawy przerzuciłyśmy się na kredki firmy Koh i noor. Dlaczego? Ponieważ ich jakość jest świetna. Są bardzo miękkie, mają mocny wkład grafitowy, który pomimo częstych upadków nie łamie się. Kredki mają piękne kolory i sama osobiści bardzo lubię ich używać :) Nasz grube kredki ołówkowe są już mocno wysłużone ale też bardzo wytrzymałe i zdecydowanie można je wykorzystać do samego końca (wyrzucamy kredki które są tak małe, że już nie da się ich temperować).



Kilka dni temu byłyśmy z Hanią w sklepie plastycznym i kupiłam na próbę 12 kolorów kredek akwarelowych. Chciałam zobaczyć czy są równie dobre i jak w ogóle spodoba się Hani opcja smarowania pokolorowanych rysunków pędzelkiem z wodą w celu uzyskania efektu farb akwarelowych. No i okazało się że znów się nie zawiodłam  :) Kredki są świetne, a Hania bardzo zadowolona. Tak więc w najbliższym czasie dokupimy na pewno opakowanie z większą ilością kolorów :)


Przyznam się, że uwielbiam kolorować obrazki razem z moją córką. Bardzo mnie to wycisza i uspokaja :)