Pogoda ostatnio bardzo nas rozpieszczała i postanwiliśmy to wykorzystać w weekend, spędzając dużo czasu w pięknych miejscach na świeżym powietrzu :)
Wczoraj obchodziliśmy dzień nauczyciela, z racji tego że uczę dzieciaki, jest to dla mnie niezwykle miły dzień. Ale w tym roku najważniejszy był fakt, że Hania po raz pierwszy tak bardzo szkolnie przeżyła dzień nauczyciel i z tej okazji postanowiła przygotować prezent dla swojej pani :) Zobaczcie jak ładnie wyszedł jej witraż namalowany na szkle :)
Teraz pogoda nam się popsuła więc mam nadzieję, że częściej będę pisać o tym co u nas słychać. Dziś chciałabym napisać trochę o czasie i planach :)
Czas to coś, co najbardziej mi w życiu ucieka. Już dawno temu odkryłam, że mam problem z zagospodarowaniem go i właśnie ten fakt jest przyczyną mojego pośpiechu, nierealizowania planów i zapominania o wielu rzeczach. Dlatego też postanowiłam coś z tym zrobić i wziąć czas w swoje ręce ;) Wróciłam do zapisywania w kalendarzu planu na kolejny dzień, co niesamowicie porządkuje moje myśli i czyny, i choć nie zawsze realizuję wszystko w 100 % to realnie odczuwam poprawę jakości życia i widzę coraz więcej rozwiązań na niektóre swoje problemy :)
Jednym z nich (o którym już nie raz wspominałam) jest mój problem z wagą, który wciąż nie zostaje rozwiązany i powoduje we mnie ogromne rozdarcie i wciąż obniża samoocenę. Dlatego też postanowiłam coś zrobić i z tym. Zgłosiłam się do dietetyczki, która specjalnie do moich dolegliwości ułożyła dietę (dziś ją otrzymałam) i z racji tego, że przy mojej chorobie niezbędny jest ruch stwierdziłam, że koniec z wymówkami i muszę zacząć ćwiczyć bo to jedyna droga abym mogła cieszyć się zdrowiem. Dlatego też razem z mężem kupiliśmy bieżnię, a ja dodatkowo będę ćwiczyć z Ewą Chodakowską i Mel B. Bieżnia dotrze jutro i mam nadzieję, że od jutra rozpocznę nową przygodę o lepszą siebie, a dobrze wiem, że zmniejszenie wagi da mi zdrowie, pewność siebie, uśmiech na twarzy, lepsze samopoczucie i mam nadzieję, rodzeństwo dla Hani :)
Ściskam mocno, a pod spodem umieszczam kilka obiecanych zdjęć naukowego kącika Hani, choć jeszcze nie wszystko jest skończone i z pewnością napiszę cały post o jej pokoju :)
Tak wyglądał kącik na początku
Tak po dodaniu kropek na ścianę :)
I jeszcze druga ściana Hani pokoju ;)
środa, 15 października 2014
niedziela, 5 października 2014
Jesiennie spowolniona
Znów przerwa była za długa i nie będę się usprawiedliwiać bo szkoda czasu ;) Ważne, że jestem i znów chcę pisać. Tydzień temu dostałam od męża na urodziny prześlicznego, małego laptopa. Mogę go zabrać wszędzie bo jest poręczny i lekki dlatego teraz z pewnością będę się tu częściej pojawiać :)
Tytuł posta jest nieco przewrotny bo u mnie jesień oznacza powrót do pracy po letnim błogostanie. I nie ukrywam, że tempo jest nieziemskie, mam ogromne tyły papierkowe, które wczoraj udało mi się odrobinę nadrobić. Mnóstwo pomysłów do realizacji, no i wciąż mało czasu.... Mimo tego w środku zwolniłam, staram się być blisko siebie i pozwalam sobie na jesienną melancholię. We wrześniu przeszłam szkolenie online dotyczące poczucia własnej wartości. Nie było ono dla mnie rewolucyjne ale pozwoliło zobaczyć na nowo ile dobra jest we mnie i jak bardzo ważne jest to, żebym w końcu pokochała siebie. Tak więc kontynuując ćwiczenie z warsztatów, zapisuję codziennie w moim notesiku 3 pozytywy na swój temat i próbuję 'odczarować' to nieszczęsne myślenie o sobie w negatywny sposób. Coby wzmocnić to działanie, czytam książki Beaty Pawlikowskiej o kodach podświadomości i próbuję przekonać moją podświadomość, że jej kody zapisane w mojej przeszłości są bardzo błędne.
Co poza tym? Hanusia jest już pierwszoklasistką :) (zdjęcia pokoju pokaże po niedzieli bo ciągle czekałam na jeden detal, którego brakowało nad biurkiem, jutro go dobieram i jak tylko zawiśnie, napiszę post o pokoju Hani :)) Muszę przyznać, że bardzo jestem dumna z mojej córeczki, bo jest bardzo dzielna i świetnie sobie radzi w szkole. Fakt, że świadomość tego, że mama jest blisko, na pewno jej pomaga, jednak na szczęście ja mam zajęcia w innym budynku i nie widujemy się co dla mnie jest wielkim plusem. Tak więc rozpoczęło się odrabianie prac domowych, nowe piosenki, pierwsze słówka po francusku i zdania po angielsku :) Bardzo się cieszę, że Hania lubi chodzić do szkoły i mocno wierzę, że będzie odnosiła w niej wiele sukcesów. Wciąż zastanawiamy się czy zapisać ją na dodatkowe lekcje tańca i plastykę, bo bardzo lubi obie dziedziny, jednak w szkole ma i taniec i kółko plastyczne, a prawie codziennie kończy zajęcia o 14.30 i widzę że jest zmęczona. Dlatego mam mętlik w głowie i nie wiem co robić.... Chyba w tym miesiącu spróbujemy z zajęciami plastycznymi i zobaczymy czy jej się spodoba i czy będzie miała siły, bo u nas pisanie literek dopiero się zacznie, gdyż dzieci nie uczą się rządowego Elementarza i program jest nieco inny ;) A kaligrafia z pewnością będzie kosztowała nas dużo sił (Hania pięknie rysuje ale lieterki póki co nie chcą takie piękne wychodzić ;))
To tyle na dziś :) Pozwolę sobie przedstawić Wam mojego nowego przyjaciela ;)
A takie jesienne klimaty robimy sobie wieczorem ;)
Tytuł posta jest nieco przewrotny bo u mnie jesień oznacza powrót do pracy po letnim błogostanie. I nie ukrywam, że tempo jest nieziemskie, mam ogromne tyły papierkowe, które wczoraj udało mi się odrobinę nadrobić. Mnóstwo pomysłów do realizacji, no i wciąż mało czasu.... Mimo tego w środku zwolniłam, staram się być blisko siebie i pozwalam sobie na jesienną melancholię. We wrześniu przeszłam szkolenie online dotyczące poczucia własnej wartości. Nie było ono dla mnie rewolucyjne ale pozwoliło zobaczyć na nowo ile dobra jest we mnie i jak bardzo ważne jest to, żebym w końcu pokochała siebie. Tak więc kontynuując ćwiczenie z warsztatów, zapisuję codziennie w moim notesiku 3 pozytywy na swój temat i próbuję 'odczarować' to nieszczęsne myślenie o sobie w negatywny sposób. Coby wzmocnić to działanie, czytam książki Beaty Pawlikowskiej o kodach podświadomości i próbuję przekonać moją podświadomość, że jej kody zapisane w mojej przeszłości są bardzo błędne.
Co poza tym? Hanusia jest już pierwszoklasistką :) (zdjęcia pokoju pokaże po niedzieli bo ciągle czekałam na jeden detal, którego brakowało nad biurkiem, jutro go dobieram i jak tylko zawiśnie, napiszę post o pokoju Hani :)) Muszę przyznać, że bardzo jestem dumna z mojej córeczki, bo jest bardzo dzielna i świetnie sobie radzi w szkole. Fakt, że świadomość tego, że mama jest blisko, na pewno jej pomaga, jednak na szczęście ja mam zajęcia w innym budynku i nie widujemy się co dla mnie jest wielkim plusem. Tak więc rozpoczęło się odrabianie prac domowych, nowe piosenki, pierwsze słówka po francusku i zdania po angielsku :) Bardzo się cieszę, że Hania lubi chodzić do szkoły i mocno wierzę, że będzie odnosiła w niej wiele sukcesów. Wciąż zastanawiamy się czy zapisać ją na dodatkowe lekcje tańca i plastykę, bo bardzo lubi obie dziedziny, jednak w szkole ma i taniec i kółko plastyczne, a prawie codziennie kończy zajęcia o 14.30 i widzę że jest zmęczona. Dlatego mam mętlik w głowie i nie wiem co robić.... Chyba w tym miesiącu spróbujemy z zajęciami plastycznymi i zobaczymy czy jej się spodoba i czy będzie miała siły, bo u nas pisanie literek dopiero się zacznie, gdyż dzieci nie uczą się rządowego Elementarza i program jest nieco inny ;) A kaligrafia z pewnością będzie kosztowała nas dużo sił (Hania pięknie rysuje ale lieterki póki co nie chcą takie piękne wychodzić ;))
To tyle na dziś :) Pozwolę sobie przedstawić Wam mojego nowego przyjaciela ;)
A takie jesienne klimaty robimy sobie wieczorem ;)
Pozdrawiam jesiennie - Aga :)
środa, 20 sierpnia 2014
W telegraficznym skrócie
No i znów dałam ciała... wakacje mają się ku końcowi, a ja mało co pisałam :( Chyba bardziej nadaję się do czytania niż pisania...
Właściwie wiele w te wakacje się nie działo, zorganizowaliśmy mini biwak nad jeziorem, gdzie przetrwaliśmy tylko jedną noc gdyż fala imprezującej młodzieży nie pozwalała się cieszyć urokami otaczającej nas przyrody ;) Aczkolwiek mamy na przyszłość super miejsce na jednodniowe wypady, tylko 1,5h drogi i piękne krystalicznie czyste i ciepłe jeziorko do wykorzystania :)
Zabraliśmy Hanię do nowo otwartej Energylandii, która nie powaliła nas na kolana choć urzekła nas karuzela z konikami i tam spędziliśmy najwięcej czasu, może kiedyś napiszę osobny post o moich spostrzeżeniach i wrażeniach.
Mój mąż wyrwał się na weekend w góry, a ja w tym czasie delektowałam się ciszą gdyż mamy to szczęście, że moi rodzice mieszkają w lesie i tam Hania spędza większość swoich wakacji ;)
A poza tym wielką parą idą przygotowanie do szkoły :) Biurko już stoi, półki przykręcone, jeszcze kilka detali i kącik naukowy będzie gotowy :) Oczywiście plecak, worek i cała wyprawka już z niecierpliwością czekają na pierwsze chwile w szkole ale chyba najbardziej czeka Hania :)
Na razie kilka słów bez zdjęć ale dorzucę je w najbliższym czasie :):):) I obiecuję poprawę piśmienniczą ;)
Aga
Właściwie wiele w te wakacje się nie działo, zorganizowaliśmy mini biwak nad jeziorem, gdzie przetrwaliśmy tylko jedną noc gdyż fala imprezującej młodzieży nie pozwalała się cieszyć urokami otaczającej nas przyrody ;) Aczkolwiek mamy na przyszłość super miejsce na jednodniowe wypady, tylko 1,5h drogi i piękne krystalicznie czyste i ciepłe jeziorko do wykorzystania :)
Zabraliśmy Hanię do nowo otwartej Energylandii, która nie powaliła nas na kolana choć urzekła nas karuzela z konikami i tam spędziliśmy najwięcej czasu, może kiedyś napiszę osobny post o moich spostrzeżeniach i wrażeniach.
Mój mąż wyrwał się na weekend w góry, a ja w tym czasie delektowałam się ciszą gdyż mamy to szczęście, że moi rodzice mieszkają w lesie i tam Hania spędza większość swoich wakacji ;)
A poza tym wielką parą idą przygotowanie do szkoły :) Biurko już stoi, półki przykręcone, jeszcze kilka detali i kącik naukowy będzie gotowy :) Oczywiście plecak, worek i cała wyprawka już z niecierpliwością czekają na pierwsze chwile w szkole ale chyba najbardziej czeka Hania :)
Na razie kilka słów bez zdjęć ale dorzucę je w najbliższym czasie :):):) I obiecuję poprawę piśmienniczą ;)
Aga
piątek, 1 sierpnia 2014
Decyzje...
Wyzwanie blogowe dobiegło końca, a mnie zostały jeszcze dwa tematy do napisania i mimo tego, że już jest po terminie napiszę je bo zależy mi żeby dokończyć to co zaczęłam. No właśnie oprócz wyzwania w mojej codzienności dzieje się sporo rzeczy, którymi chciałabym się podzielić, w mojej głowie kłębią się myśli, które również potrzebują uwolnienia przez zapisanie... Czas mija szybko, chwile uciekają, a na blogu cisza bo zebrać się nie potrafię. Ale lepszej chwili niż ta teraz już nie będzie, bo Hania u dziadków, mąż mierzy się z Tatrami, a ja z kotami zostałam w domu bo chciałam... bo potrzebuję chwili ciszy, chwili na zebranie myśli, zaplanowania kolejnych dni, posegregowania wszystkiego w szafach i bardzo się cieszę, że każdy z nas choć osobno czuje się teraz szczęśliwy. Hania bawiąc się z babcią, która poświęca jej każdą chwilę, D. gdzieś tam wysoko w górach, sam na sam ze swoimi myślami, czerpiący siłę z piętrzących się dokoła szczytów i ja w domu łapiąc ciszę za nogi i ładując akumulatory na kolejne chwile z rodziną.
I właśnie siedząc sobie tak z tymi moimi myślami, w pierwszym dniu postu warzywno-owocowego, który postanowiłam rozpocząć w celu ratowania swojego zdrowia fizycznego i psychicznego, uświadomiłam sobie na nowo jak ważne w naszym życiu są decyzje i jak jeszcze ważniejsze jest ich dotrzymanie.
Bo przecież decydując się na dziecko, musimy mu później zapewnić dobre i szczęśliwe życie rezygnując z wiele razy z siebie po to by zyskać najcenniejszy skarb, miłość naszej pociechy. Decydując się na małżeństwo, decydujemy się na życie piękne ale też często trudne, gdzie "ja" zamienia się w "my" i egoizm idzie w odstawkę, bo kiedyś podjęliśmy decyzję o "nas"... Podejmując decyzję o prowadzeniu bloga uczę się gospodarować czasem (co idzie mi fatalnie) aby pisać u siebie i zaglądać do innych. Podejmując decyzję o poście warzywno-owocowym, muszę wytrzymać kilka tygodni jedząc surowe warzywa i kilka zaledwie owoców, aby potem przejść na żywienie makrobiotyczne, zgubić kilogramy, ustrzec się przed cukrzycą i patrzeć w lustro z zadowoleniem.
Decyzja za decyzją, tylko z ich dotrzymaniem czasem ciężko bywa... Bo przecież zmęczenie daje się we znaki, bo leń rozpanoszył się w nas bardziej niż zazwyczaj, bo życie takie ciężkie i przecież nas nie rozpieszcza... Tylko sęk w tym, że to nasze decyzje i to od nas zależy czy i w jaki sposób ich dotrzymamy. Piękne życie jest na wyciągnięcie ręki, nasze szczęście jest w naszych rękach, a każda dobra decyzja powoduje, że wszystko nabiera jeszcze większego sensu, szczególnie gdy pozostajemy wierni sobie i dotrzymujemy tego co postanowiliśmy.
Mam nadzieję że najbliższe dni będą obfite w posty i nadrobię wiele zaległości, postaram się dotrzymać danemu sobie słowa ;)
I właśnie siedząc sobie tak z tymi moimi myślami, w pierwszym dniu postu warzywno-owocowego, który postanowiłam rozpocząć w celu ratowania swojego zdrowia fizycznego i psychicznego, uświadomiłam sobie na nowo jak ważne w naszym życiu są decyzje i jak jeszcze ważniejsze jest ich dotrzymanie.
Bo przecież decydując się na dziecko, musimy mu później zapewnić dobre i szczęśliwe życie rezygnując z wiele razy z siebie po to by zyskać najcenniejszy skarb, miłość naszej pociechy. Decydując się na małżeństwo, decydujemy się na życie piękne ale też często trudne, gdzie "ja" zamienia się w "my" i egoizm idzie w odstawkę, bo kiedyś podjęliśmy decyzję o "nas"... Podejmując decyzję o prowadzeniu bloga uczę się gospodarować czasem (co idzie mi fatalnie) aby pisać u siebie i zaglądać do innych. Podejmując decyzję o poście warzywno-owocowym, muszę wytrzymać kilka tygodni jedząc surowe warzywa i kilka zaledwie owoców, aby potem przejść na żywienie makrobiotyczne, zgubić kilogramy, ustrzec się przed cukrzycą i patrzeć w lustro z zadowoleniem.
Decyzja za decyzją, tylko z ich dotrzymaniem czasem ciężko bywa... Bo przecież zmęczenie daje się we znaki, bo leń rozpanoszył się w nas bardziej niż zazwyczaj, bo życie takie ciężkie i przecież nas nie rozpieszcza... Tylko sęk w tym, że to nasze decyzje i to od nas zależy czy i w jaki sposób ich dotrzymamy. Piękne życie jest na wyciągnięcie ręki, nasze szczęście jest w naszych rękach, a każda dobra decyzja powoduje, że wszystko nabiera jeszcze większego sensu, szczególnie gdy pozostajemy wierni sobie i dotrzymujemy tego co postanowiliśmy.
Mam nadzieję że najbliższe dni będą obfite w posty i nadrobię wiele zaległości, postaram się dotrzymać danemu sobie słowa ;)
wtorek, 22 lipca 2014
10 rzeczy, które lubię i 10 rzeczy, których nieznoszę.... Dzień 3 wyzwania
Mimo przerwy w blogowaniu kontynuuje wyzwanie, bo zwyczajnie chcę je dokończyć. Nie pisałam w zeszłym tygodniu bo spontanicznie wyjechaliśmy na biwak ale o tym napiszę osobny post :)
10 rzeczy które lubię:
1. Przede wszystkim uwielbiam wręcz marzyć i czasem wydaje mi się, że dzięki temu mojemu odrywaniu się od rzeczywistości i projektowaniu różnych rzeczy w głowie, lepiej mi się żyje, tym bardziej że większość moich marzeń się spełnia :)
2. Lubię się śmiać.
3. Lubię baaardzo spędzać czas z moim mężem i moją córką.
4. Lubię wstawać wcześnie rano i dobrze wykorzystywać każdą chwilę, wtedy czuję satysfakcję.
5. Lubię, choć bardzo z tym walczę, cole zero ;p
6. Lubię czytać dobre książki.
7. Lubię myśleć o tym jak urządzę nasz dom.
8. Lubię czuć się dobrze sama ze sobą.
9. Lubię spotykać się z ludźmi.
10. Lubię inspirować się czytając inne blogi :)
Nieznoszę:
1. kiedy czas ucieka mi między palcami.
2. mojego lenistwa
3. kiedy się złoszczę na moją córkę
4. bać się
5. patrzeć w lustro
6. bałaganu, który ciężko mi ogarnąć
7. bezradności
8. kiedy gaśnie we mnie nadzieja
9. być oszukiwana
10. czuć się nieważna....
10 rzeczy które lubię:
1. Przede wszystkim uwielbiam wręcz marzyć i czasem wydaje mi się, że dzięki temu mojemu odrywaniu się od rzeczywistości i projektowaniu różnych rzeczy w głowie, lepiej mi się żyje, tym bardziej że większość moich marzeń się spełnia :)
2. Lubię się śmiać.
3. Lubię baaardzo spędzać czas z moim mężem i moją córką.
4. Lubię wstawać wcześnie rano i dobrze wykorzystywać każdą chwilę, wtedy czuję satysfakcję.
5. Lubię, choć bardzo z tym walczę, cole zero ;p
6. Lubię czytać dobre książki.
7. Lubię myśleć o tym jak urządzę nasz dom.
8. Lubię czuć się dobrze sama ze sobą.
9. Lubię spotykać się z ludźmi.
10. Lubię inspirować się czytając inne blogi :)
Nieznoszę:
1. kiedy czas ucieka mi między palcami.
2. mojego lenistwa
3. kiedy się złoszczę na moją córkę
4. bać się
5. patrzeć w lustro
6. bałaganu, który ciężko mi ogarnąć
7. bezradności
8. kiedy gaśnie we mnie nadzieja
9. być oszukiwana
10. czuć się nieważna....
czwartek, 17 lipca 2014
Dlaczego bloguję...Drugi dzień wyzwania
To pytanie zadawałam sobie od kilku miesięcy i sama nie wiem czy do końca potrafię na nie odpowiedzieć... Zaczęłam blogować bo bardzo fascynuje mnie ten świat, ludzie którzy go tworzą. Poza tym bardzo lubię pisać, tyle że w momencie gdy zaczęłam już to robić okazało się, że wcale nie jest tak prosto.
Pierwszą przeszkodą był brak aparatu (tak wtedy myślałam), kiedy już go dostałam okazało się, że nie mam nawyku łapania chwil. Ale nie poddawałam się i doszło do tego, że przestałam pisać na blogu ale za to częściej robiłam zdjęcia.
Zaczytywałam się godzinami w blogi które mnie zachwycały i były to najczęściej blogi wnętrzarskie i te opisujące codzienne życie, trochę zabaw z dziećmi, trochę gotowania, wspólne wypady itp. Wtedy odkryłam, że chyba nie do końca mam o czym pisać bo moje życie jest takie nijakie, nudne mało aktywne. To był kolejny krok bo okazało się, że blogowanie zmienia jakość mojego życia, że więcej mi się chce i jestem bardziej twórcza w swojej codzienności.
Potem odkryłam, że bardzo dobrze pisze mi się o moich uczuciach, o tym co nosze w sobie i blog zaczął w mojej głowie jawić się jako wirtualny pamiętnik.
Wszystko to są bardzo świeże przemyślenia bo wciąż nie określiłam swojego kierunku blogowego. Chyba nawet trudno mnie określić blogerką jednak bardzo chcę nią być. Bardzo chce zatrzymywać chwile, opowiadać o tym co mnie zachwyciło albo gdzie spędziliśmy cudowny weekend. Chcę pisać o budowie naszego domu i spełnianiu marzeń. Bardzo chcę aby nasze gniazdko było moim wirtualnym domem, w którym będę mogła ugościć wszystkich tych, którzy zechcą tu wejść, morzem wartościowych słów, pięknymi zdjęciami i moim wnętrzem przelanym w słowach na pulpit komputera :)
Pierwszą przeszkodą był brak aparatu (tak wtedy myślałam), kiedy już go dostałam okazało się, że nie mam nawyku łapania chwil. Ale nie poddawałam się i doszło do tego, że przestałam pisać na blogu ale za to częściej robiłam zdjęcia.
Zaczytywałam się godzinami w blogi które mnie zachwycały i były to najczęściej blogi wnętrzarskie i te opisujące codzienne życie, trochę zabaw z dziećmi, trochę gotowania, wspólne wypady itp. Wtedy odkryłam, że chyba nie do końca mam o czym pisać bo moje życie jest takie nijakie, nudne mało aktywne. To był kolejny krok bo okazało się, że blogowanie zmienia jakość mojego życia, że więcej mi się chce i jestem bardziej twórcza w swojej codzienności.
Potem odkryłam, że bardzo dobrze pisze mi się o moich uczuciach, o tym co nosze w sobie i blog zaczął w mojej głowie jawić się jako wirtualny pamiętnik.
Wszystko to są bardzo świeże przemyślenia bo wciąż nie określiłam swojego kierunku blogowego. Chyba nawet trudno mnie określić blogerką jednak bardzo chcę nią być. Bardzo chce zatrzymywać chwile, opowiadać o tym co mnie zachwyciło albo gdzie spędziliśmy cudowny weekend. Chcę pisać o budowie naszego domu i spełnianiu marzeń. Bardzo chcę aby nasze gniazdko było moim wirtualnym domem, w którym będę mogła ugościć wszystkich tych, którzy zechcą tu wejść, morzem wartościowych słów, pięknymi zdjęciami i moim wnętrzem przelanym w słowach na pulpit komputera :)
wtorek, 15 lipca 2014
Historia nazwy mojego bloga...
Z racji tego, że małymi kroczkami wracam do blogowania, postanowiłam wziąć udział w wyzwaniu blogowym "Pięć dni do lepszego bloga" zorganizowanym przez Urszulę z bloga www.senmai.pl :)
W pierwszym dniu wyzwania moim zadaniem jest napisać jak powstała nazwa mojego bloga :)
Historia nie jest długa, pierwsze co przyszło mi do głowy to nasze nazwisko, które jest dość wdzięczne i bardzo je lubię - Gołąbek :) Zaczęłam szukać wokół tej nazwy, najpierw był pomysł na gołębnik, gołębniczek ale jakoś mi to nie leżało. Od gołębnika przeszłam do gniazda, a że w tamtym czasie kupiliśmy działkę i realnie zaczęliśmy planować budowę domu, który będzie spełnieniem naszych marzeń, stwierdziłam że będę pisać o naszym gniazdku, tym które już mamy jako rodzina i tym, które będziemy wić :) A że szybko to nie będzie szło dlatego dodałam krok po kroku, bo wszystko w życiu dzieje się krok po kroku... :)
W pierwszym dniu wyzwania moim zadaniem jest napisać jak powstała nazwa mojego bloga :)
Historia nie jest długa, pierwsze co przyszło mi do głowy to nasze nazwisko, które jest dość wdzięczne i bardzo je lubię - Gołąbek :) Zaczęłam szukać wokół tej nazwy, najpierw był pomysł na gołębnik, gołębniczek ale jakoś mi to nie leżało. Od gołębnika przeszłam do gniazda, a że w tamtym czasie kupiliśmy działkę i realnie zaczęliśmy planować budowę domu, który będzie spełnieniem naszych marzeń, stwierdziłam że będę pisać o naszym gniazdku, tym które już mamy jako rodzina i tym, które będziemy wić :) A że szybko to nie będzie szło dlatego dodałam krok po kroku, bo wszystko w życiu dzieje się krok po kroku... :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)




















