Kochani korzystając z cudownych umiejętności mojego męża, udało nam się stworzyć zupełnie nowe miejsce. Takie zupełnie moje, osobiste. Dlatego jeśli chcielibyście mnie odwiedzić i poczytać to serdecznie zapraszam na mojego bloga byaga.pl
Będę czekać i cieszyć się ze wszystkich odwiedzin :)
Pozdrawiam Aga
wtorek, 7 lutego 2017
wtorek, 27 grudnia 2016
Poświąteczne przemyślenia
Za oknem huczy orkan Barbara i zacina ostry deszcz. W domu jeszcze pachnie świętami, a nas ogarnęło słodkie lenistwo. Lubię takie dni. Lubię patrzeć na deszcz dudniący o szyby i ocieplać otaczającą nas szarugę przeróżnymi światełkami. Przede mną kilka wolnych dni i przygotowania do nadejścia nowego roku.
Jaki był ten stary? Na pewno wyjątkowy i dość wymagający. Rok 2016 na zawsze zapadnie w naszych sercach. Właśnie w tym roku po niecałych 11 miesiącach budowy, wprowadziliśmy się do naszego wymarzonego domu na wsi. Nie było lekko, szczególnie mojemu mężowi, na którego barkach spoczął główny ciężar budowy. Wiele kropli potu spłynęło nam po plecach. Pierwszy raz zobaczyliśmy jak trudnym doświadczeniem jest przeprowadzka. Spakowanie dorobku całego dotychczasowego życia to nie lada zadanie. Ale to już na szczęście za nami. Nowy dom z każdym dniem jest coraz bardziej nasz i coraz mniej przypomina plac budowy. Może to dziwne ale cieszę się, że wprowadziliśmy się do pustych, jeszcze niepomalowanych ścian. Mamy szansę tworzyć go, każdego dnia, krok po kroczku, centymetr po centymetrze realizując własne pomysły. Nasz dom jest częścią nas, a my wrastamy w niego tworząc spójną całość.
Przed nami jeszcze mnóstwo pracy. Na niektóre rzeczy będzie trzeba poczekać dłużej, bo zwyczajnie nie mamy na nie pieniędzy. Ale to mobilizuje do cięższej pracy, uczy pokory i cierpliwości. A co najważniejsze, pozwala cieszyć się najdrobniejszymi szczegółami i dostrzegać jak dużo już osiągnęliśmy.
Co przyniesie nowy rok? Tego nie wie nikt. Możemy planować, mieć nadzieje i marzenia, ale dopiero za rok opowiem czy się spełniły. Jakie są moje plany na 2017 rok? Z pewnością duże i jest ich wiele. Bardzo mocno wierzę, że za kilka dni rozpocznie się nowy rozdział mojego życia. Jest to mocno związane z decyzjami, które podjęłam kilka tygodni temu.Stwierdziłam, że najwyższy czas zatroszczyć się o siebie. Pracoholizm nikomu nie służy. Praca od rana do wieczora, w większość dni w tygodniu wysysała ze mnie siły. Życie w ciągłym niedoczasie powodowało zły nastrój i wieczne wyrzuty sumienia. Pracując w szkole na 1,5 etatu i dodatkowo udzielając korepetycji, miałam maksymalnie wypełniony czas. Musiałam podjąć męską decyzję i z czegoś zrezygnować. Nie powiem, że była ona łatwa. Biłam się z własnymi myślami, w mojej głowie trwała nieustająca burza mózgu, aż w końcu zdecydowałam, że najwyższy czas zrezygnować z korepetycji. Ciężko zostawić uczniów i ich rodziców, tym bardziej że do każdego czuję wielki sentyment, ale niestety to jedyna droga by wyjść na prostą. Potrzebuje mnie moja rodzina, potrzebuje mnie mój obecnie dużo większy i wymagający sprzątania dom, i co najważniejsze muszę podreperować swoje zdrowie. Choroba, która prawdopodobnie towarzyszy mi całe życie, zaczęła mi ciążyć. Walka z nią, czyli insulinoopornością, może stać się całkiem fajną przygodą. Jednak aby tak się stało potrzebny jest czas. Czas na przygotowanie zdrowych posiłków, na regularne ich spożywanie i to co najważniejsze - czas na ruch. Bo właśnie codzienny wysiłek fizyczny jest kluczowym punktem w mojej walce o zdrowie.
Tak więc nowy rok zapowiada się ciekawie. Z pewnością pod znakiem zmiany stylu życia, co będę chciała opisywać tu na blogu. Dziś wracam do pisania i mam wielką nadzieję, że wzmocni to moją motywację i pomoże wytrwać w postanowieniach :)Tymczasem kilka świątecznych ujęć z naszego gniazdka ;)
Jaki był ten stary? Na pewno wyjątkowy i dość wymagający. Rok 2016 na zawsze zapadnie w naszych sercach. Właśnie w tym roku po niecałych 11 miesiącach budowy, wprowadziliśmy się do naszego wymarzonego domu na wsi. Nie było lekko, szczególnie mojemu mężowi, na którego barkach spoczął główny ciężar budowy. Wiele kropli potu spłynęło nam po plecach. Pierwszy raz zobaczyliśmy jak trudnym doświadczeniem jest przeprowadzka. Spakowanie dorobku całego dotychczasowego życia to nie lada zadanie. Ale to już na szczęście za nami. Nowy dom z każdym dniem jest coraz bardziej nasz i coraz mniej przypomina plac budowy. Może to dziwne ale cieszę się, że wprowadziliśmy się do pustych, jeszcze niepomalowanych ścian. Mamy szansę tworzyć go, każdego dnia, krok po kroczku, centymetr po centymetrze realizując własne pomysły. Nasz dom jest częścią nas, a my wrastamy w niego tworząc spójną całość.
Przed nami jeszcze mnóstwo pracy. Na niektóre rzeczy będzie trzeba poczekać dłużej, bo zwyczajnie nie mamy na nie pieniędzy. Ale to mobilizuje do cięższej pracy, uczy pokory i cierpliwości. A co najważniejsze, pozwala cieszyć się najdrobniejszymi szczegółami i dostrzegać jak dużo już osiągnęliśmy.
Co przyniesie nowy rok? Tego nie wie nikt. Możemy planować, mieć nadzieje i marzenia, ale dopiero za rok opowiem czy się spełniły. Jakie są moje plany na 2017 rok? Z pewnością duże i jest ich wiele. Bardzo mocno wierzę, że za kilka dni rozpocznie się nowy rozdział mojego życia. Jest to mocno związane z decyzjami, które podjęłam kilka tygodni temu.Stwierdziłam, że najwyższy czas zatroszczyć się o siebie. Pracoholizm nikomu nie służy. Praca od rana do wieczora, w większość dni w tygodniu wysysała ze mnie siły. Życie w ciągłym niedoczasie powodowało zły nastrój i wieczne wyrzuty sumienia. Pracując w szkole na 1,5 etatu i dodatkowo udzielając korepetycji, miałam maksymalnie wypełniony czas. Musiałam podjąć męską decyzję i z czegoś zrezygnować. Nie powiem, że była ona łatwa. Biłam się z własnymi myślami, w mojej głowie trwała nieustająca burza mózgu, aż w końcu zdecydowałam, że najwyższy czas zrezygnować z korepetycji. Ciężko zostawić uczniów i ich rodziców, tym bardziej że do każdego czuję wielki sentyment, ale niestety to jedyna droga by wyjść na prostą. Potrzebuje mnie moja rodzina, potrzebuje mnie mój obecnie dużo większy i wymagający sprzątania dom, i co najważniejsze muszę podreperować swoje zdrowie. Choroba, która prawdopodobnie towarzyszy mi całe życie, zaczęła mi ciążyć. Walka z nią, czyli insulinoopornością, może stać się całkiem fajną przygodą. Jednak aby tak się stało potrzebny jest czas. Czas na przygotowanie zdrowych posiłków, na regularne ich spożywanie i to co najważniejsze - czas na ruch. Bo właśnie codzienny wysiłek fizyczny jest kluczowym punktem w mojej walce o zdrowie.
Tak więc nowy rok zapowiada się ciekawie. Z pewnością pod znakiem zmiany stylu życia, co będę chciała opisywać tu na blogu. Dziś wracam do pisania i mam wielką nadzieję, że wzmocni to moją motywację i pomoże wytrwać w postanowieniach :)Tymczasem kilka świątecznych ujęć z naszego gniazdka ;)
piątek, 6 lutego 2015
Urodziny Hani
Jak zwykle moje noworoczne postanowienia dotyczące bloga legły w gruzach ale mimo tego nie poddaję się i może z mniejszą regularnością będę pisać bo chcę i lubię. Zacznę od bardzo zaległego styczniowego wpisu, który nabrał mocy i najwyższy czas go opublikować ;)
Nasza córeczka 13 stycznia skończyła 7 lat, aż ciężko uwierzyć jak szybko ten czas leci. Już grudniu przygotowywałam się do tej uroczystości spełniając przy okazji swoje marzenia i kupiłam trochę skorup pastelowych, słomki papierowe i inne cudowne drobiazgi (ale o tym w kolejnym poście ;))
W tym roku Hania bardzo chciała wyprawić urodziny dla swoich koleżanek z klasy, a z racji tego, że w naszym mieszkaniu kiepsko z miejscem do zabawy, zdecydowaliśmy się na imprezę w sali zabaw dla dzieci i w domu dla rodziny :) Koleżanki dopisały, zabawa była przednia i cudowne prezenty. Rodzina natomiast zaatakowana przez wirusy niestety nie dotarła, z wyjątkiem prababci, więc i w domu troszkę poświętowaliśmy ;) Poniżej kilka migawek :)
Zdjęcia z jubiltaką są na drugim aparacie muszę się do nich dokopać i wstawić :)
Aga
wtorek, 6 stycznia 2015
Gryczano jabłkowy początek dnia
Skoro święto Trzech Króli to i śniadanie musiało być królewskie, tylko co tu zrobić żeby było smacznie, a jednocześnie mało kalorycznie... Od kilku dni chodziły za mną placuszki z musem jabłkowym i bardzo chciałam takie zrobić na śniadanie. Skoro chcieć to móc, nie myśląc wiele wygrzebałam w internecie super przepis na pyszne i na dodatek zdrowe placuszki z mąki gryczanej, którą ostatnimi czasy bardzo polubiłam. Przepis jest bardzo prosty, znalazłam go na stronie www.grochemogarnek.pl
Skład (10 placuszków):
- 1,5 szkl mąki gryczanej,
- 1 szkl maślanki,
- 2 jajka,
- 1 dojrzały banan,
- 1/2 kostki twarogu,
- 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia,
- 1 łyżeczka cynamonu,
- 1/2 łyżeczki soli,
- 2 łyżki cukru trzcinowego.
Jajka rozmieszać z maślanką, dodać pokruszony twaróg oraz roztartego widelcem banana.
Połączyć wszystkie mokre składniki w jedną masę.
Do mokrych składników dodać suche i wymieszać do połączenia.
Placuszki smażyć na rozgrzanej patelni o nieprzywierającej powłoce bez dodatku oleju.
Placuszki są bardzo smaczne :) Zrobiłam do nich mus jabłkowy z szarej renety, a Hania jadła w wersji mniej zdrowej z nutellą ;)
Teraz zmykam do sprawdzania zaległych testów i papierkowej roboty, bo jak zwykle wszystko zostawiłam na ostatnią chwilę. Przyznam szczerze, że bardzo wypoczęłam ale jednocześnie przeraża mnie fakt jutrzejszego powrotu do pracy. Na szczęście za trzy tygodnie ferie ;)
Aga
poniedziałek, 5 stycznia 2015
Rozdawajka w Domowym Zakątku :)
(Zdjęcie pobrane z Domowego Zakątka)
Jakieś zamroczenie mnie ogarnęło i nie wiem jak dodać banerek o konkursie na bocznym pasku więc wrzucam tu i zapraszam chętnych do Izy ;)
http://domowyzakatek.blogspot.com/2015/01/pytaki-gra-niezwyka.html
Aga
piątek, 2 stycznia 2015
I'm in love with...
Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi od jakiegoś czasu systematycznie zatracam się w treściach różnych blogów. W kilku jestem dosłownie zakochana! :) Czekam na kolejne wpisy, każdego dnia nerwowo sprawdzam czy aby nie pojawiło się coś nowego i kiedy widzę nowy wpis zostawiam dosłownie wszystko aby delektować się przez chwilę słowami i zdjęciami moich blogowych idolek.
Blogi, które wielbię od dawna to Domowy Zakątek, gdzie Iza w magiczny wręcz sposób prowadzi dom i niezwykle twórczo spędza czas ze swoimi synami. Kolejny, a tak naprawdę pierwszy, który wywrócił moje spojrzenie na macierzyństwo to Blog o poranku (wcześniej Domek na wichrowym wzgórzu). Magda jest niesamowitą osobą, ma w sobie tyle ciepła, mądrości i miłości. Każdy jej wpis jest dla mnie lekcją życia, dzięki niej zmienia się moje podejście do Hani i wiem, że dzięki tym przecudnym wpisom, staję się lepszą mamą. Następnym blogiem jest Mój dom Moje miejsce, tu przychodzę by nasycić swoje oczy i inspirować się twórczo w zakresie urządzania domu. Kasia ma przepięknie urządzony dom, a taras zapiera dech w piersiach. Jako, że ten nowy 2015 rok prawdopodobnie będzie czasem rozpoczęcia budowy naszego wymarzonego domu, spijam wszystkie pomysły jak najsłodszą śmietankę i inspiruję się niesamowicie każdą bielą i szarością, wszystkimi delikatnymi pastelami, pięknymi skorupami i dodatkami zdobiącymi dom. Biorąc pod uwagę fakt, że za jakiś czas opuszczę aktualne mieszkanie, nie mogę za wiele w nim zmienić, a niestety sporo rzeczy jest urządzonych nie tak jak bym sobie tego życzyła, natomiast w mojej głowie nasz dom już w zasadzie jest umeblowany i zrobiłabym wszystko żeby już stał ale pozostaje mim cierpliwie czekać. To co powolutku robię to systematycznie kupuję pastelowe skorupy Ib Laursen, Green Gate czy Krasilnikoff, lampki, lampiony, pledy, pościel w gwiazdki i kropki, które kocham, szare, białe i pastelowe. W wakacje chcę przemalować cały dom na biało z szarymi dodatkami i bardzo bym chciała przemalować choć Hani meble na biało ale jeszcze nie wiem jak to zrobić, żeby było ładnie i żeby farba nie odpadała (oczywiście zamierzam się do tego odpowiednio przygotować i zrobić to ;)) Oczywiście blogowym centrum dowodzenia jest Green Canoe, gdzie inspiracja płynie z inspiracji. Uwielbiam tam zaglądać i czytam zawsze od deski do deski. Asia jest niesamowitą osobą, a jej magazyny to perełki z masą wspaniałych artykułów i zdjęć :)
Teraz przejdę do bloga, który w ostatnim czasie zawładnął mną całkowicie. Jestem zachwycona Agnieszką z The Polka Dot Project. Pomijam fakt tego, że też mam na imię Agnieszka, że nasze córki mają na imię Hania, a jeśli będę miała kiedyś drugą córkę to dam jej na imię Zosia, to tylko takie małe szczegóły. Na tym blogu jest dosłownie wszystko! Styl wnętrz jaki kocham (moja wymarzona kuchnia, którą też ma Iza z Domowego Zakątka), pyszne przepisy, niezwykle mądre wpisy i lekkie pióro z dawką świetnego poczucia humoru. Mówcie co chcecie, ja przepadłam. Przeczytałam od deski do deski i do wielu wpisów jeszcze wracam, śmieję się i wzruszam, podziwiam piękne zdjęcia. I jak tu nie lubić blogosfery...
W ostatnim czasie znalazłam jeszcze kilka blogów, które zatrzymały mnie na dłużej ale nie miałam jeszcze czasu żeby więcej poczytać (bo ciągle siedzę na Polce ;p) ale już wiem że znajdę tam mnóstwo inspiracji bo właśnie tego szukam na blogach. Inspirują mnie do bycia lepszą mamą, żoną, kobietą, do tego by uwierzyć że marzenia się spełniają, że warto iść za głosem serca i wierzyć we własne siły.
Zaczynam ten rok z nową siłą, chce mi się więcej niż zazwyczaj, robię gruntowne porządki w mojej głowie i pracuję nad swoją podświadomością bo nie chcę żeby powtarzała starą śpiewkę z przeszłości, że jestem do niczego i na pewno nic mi się nie uda. Patrzę na swoje życie i fakty mówią coś innego, najwyższy czas dostrzec prawdę i uwierzyć w swoją wartość jeszcze bardziej ;)
Nie wiem czy dziewczyny z blogów, o których wspomniałam wejdą tu ale i tak chciałam Wam bardzo podziękować za to, że jesteście i dzielicie się sobą, swoim życiem i pasjami. Bardzo Wam za to dziękuję!
Aga
środa, 31 grudnia 2014
Choć na koniec...
Już zaledwie kilka godzin pozostało do końca 2014 roku i stwierdziłam, że muszę napisać choć kilka słów z nadzieją, że nadchodzący rok będzie lepszy dla mojego bloga. Z każdym dniem poszerza się moja lista blogów, które obserwuję a sama nic od siebie nie daję. Zero słów, zero zdjęć, a przecież mnóstwo chęci. Tak więc coś z tym trzeba zrobić! Koniec z wszelkim zaniedbaniami! Koniec i basta! Jednym z postanowień na mojej bardzo skromnej i bardzo krótkiej w tym roku liście noworocznej jest pisać jeden post w tygodniu. Liczę, że rozpędzę się i naturalnie będzie ich coraz więcej. Ale moje minimum, myślę że bardzo realne do spełnienia to jeden mały pościk tygodniowo. Trzymajcie kciuki żeby mi się udało :)
Co do noworocznej listy, podeszłam do niej w tym roku bardzo realistycznie. Oprócz blogowego postanowienia, są jeszcze dwa. Pierwsze i najważniejsze bo ono uporządkuje mi całe życie to zacząć prowadzić organizer i planować każdego wieczoru kolejny dzień. Zakupiłam już cudowny Nasz Kalendarz (Mamy Kalendarz już wyprzedany ale Dziewczyny stworzyły świetny kalendarz na 2015 rok), wisi na ścianie i są już na nim pierwsze zapiski :) Planuję również kupno lub wydrukowanie podręcznego organizera, który będę mogła wszędzie ze sobą zabrać. To z pewnością pomoże mi okiełznać czas i może w końcu się w nim odnajdę jako mama, pani domu, nauczyciel, kobieta no i blogerka (choć z tą ostatnią jeszcze się nie utożsamiam ;)) Drugie bardzo ważne postanowienie dotyczy mojej walki o zdrowe życie. Stary rok żegnam o 9 kilogramów lżejsza, bardzo się z tego cieszę choć to kropla w morzu, ale nie zamierzam zmarnować tego sukcesu i chcę dalej chudnąć. To oznacza chodzenie na bieżni, którą szczęśliwie posiadam w domu od jakiegoś czasu, ćwiczenie z płytą, aktualnie Mel B no i zdrowe żywienie z niskim IG. Meta numer 1 maj, wtedy idziemy na komunię i marzę o tym żeby w końcu ubrać się w to co mi się podoba i dobrze czuć się w swoim ciele :)
No to trochę się rozpisałam :) Uciekam teraz szykować się na imprezę sylwestrową u znajomych i korzystając z okazji życzę Wam cudownej nocy i pięknego Roku 2015. Niech będzie wyjątkowy i pełen magicznych chwil, które wypełniają każdy dzień.
Aga
środa, 15 października 2014
O wszystkim po trochu :)
Pogoda ostatnio bardzo nas rozpieszczała i postanwiliśmy to wykorzystać w weekend, spędzając dużo czasu w pięknych miejscach na świeżym powietrzu :)
Wczoraj obchodziliśmy dzień nauczyciela, z racji tego że uczę dzieciaki, jest to dla mnie niezwykle miły dzień. Ale w tym roku najważniejszy był fakt, że Hania po raz pierwszy tak bardzo szkolnie przeżyła dzień nauczyciel i z tej okazji postanowiła przygotować prezent dla swojej pani :) Zobaczcie jak ładnie wyszedł jej witraż namalowany na szkle :)
Teraz pogoda nam się popsuła więc mam nadzieję, że częściej będę pisać o tym co u nas słychać. Dziś chciałabym napisać trochę o czasie i planach :)
Czas to coś, co najbardziej mi w życiu ucieka. Już dawno temu odkryłam, że mam problem z zagospodarowaniem go i właśnie ten fakt jest przyczyną mojego pośpiechu, nierealizowania planów i zapominania o wielu rzeczach. Dlatego też postanowiłam coś z tym zrobić i wziąć czas w swoje ręce ;) Wróciłam do zapisywania w kalendarzu planu na kolejny dzień, co niesamowicie porządkuje moje myśli i czyny, i choć nie zawsze realizuję wszystko w 100 % to realnie odczuwam poprawę jakości życia i widzę coraz więcej rozwiązań na niektóre swoje problemy :)
Jednym z nich (o którym już nie raz wspominałam) jest mój problem z wagą, który wciąż nie zostaje rozwiązany i powoduje we mnie ogromne rozdarcie i wciąż obniża samoocenę. Dlatego też postanowiłam coś zrobić i z tym. Zgłosiłam się do dietetyczki, która specjalnie do moich dolegliwości ułożyła dietę (dziś ją otrzymałam) i z racji tego, że przy mojej chorobie niezbędny jest ruch stwierdziłam, że koniec z wymówkami i muszę zacząć ćwiczyć bo to jedyna droga abym mogła cieszyć się zdrowiem. Dlatego też razem z mężem kupiliśmy bieżnię, a ja dodatkowo będę ćwiczyć z Ewą Chodakowską i Mel B. Bieżnia dotrze jutro i mam nadzieję, że od jutra rozpocznę nową przygodę o lepszą siebie, a dobrze wiem, że zmniejszenie wagi da mi zdrowie, pewność siebie, uśmiech na twarzy, lepsze samopoczucie i mam nadzieję, rodzeństwo dla Hani :)
Ściskam mocno, a pod spodem umieszczam kilka obiecanych zdjęć naukowego kącika Hani, choć jeszcze nie wszystko jest skończone i z pewnością napiszę cały post o jej pokoju :)
Tak wyglądał kącik na początku
Tak po dodaniu kropek na ścianę :)
I jeszcze druga ściana Hani pokoju ;)
Wczoraj obchodziliśmy dzień nauczyciela, z racji tego że uczę dzieciaki, jest to dla mnie niezwykle miły dzień. Ale w tym roku najważniejszy był fakt, że Hania po raz pierwszy tak bardzo szkolnie przeżyła dzień nauczyciel i z tej okazji postanowiła przygotować prezent dla swojej pani :) Zobaczcie jak ładnie wyszedł jej witraż namalowany na szkle :)
Teraz pogoda nam się popsuła więc mam nadzieję, że częściej będę pisać o tym co u nas słychać. Dziś chciałabym napisać trochę o czasie i planach :)
Czas to coś, co najbardziej mi w życiu ucieka. Już dawno temu odkryłam, że mam problem z zagospodarowaniem go i właśnie ten fakt jest przyczyną mojego pośpiechu, nierealizowania planów i zapominania o wielu rzeczach. Dlatego też postanowiłam coś z tym zrobić i wziąć czas w swoje ręce ;) Wróciłam do zapisywania w kalendarzu planu na kolejny dzień, co niesamowicie porządkuje moje myśli i czyny, i choć nie zawsze realizuję wszystko w 100 % to realnie odczuwam poprawę jakości życia i widzę coraz więcej rozwiązań na niektóre swoje problemy :)
Jednym z nich (o którym już nie raz wspominałam) jest mój problem z wagą, który wciąż nie zostaje rozwiązany i powoduje we mnie ogromne rozdarcie i wciąż obniża samoocenę. Dlatego też postanowiłam coś zrobić i z tym. Zgłosiłam się do dietetyczki, która specjalnie do moich dolegliwości ułożyła dietę (dziś ją otrzymałam) i z racji tego, że przy mojej chorobie niezbędny jest ruch stwierdziłam, że koniec z wymówkami i muszę zacząć ćwiczyć bo to jedyna droga abym mogła cieszyć się zdrowiem. Dlatego też razem z mężem kupiliśmy bieżnię, a ja dodatkowo będę ćwiczyć z Ewą Chodakowską i Mel B. Bieżnia dotrze jutro i mam nadzieję, że od jutra rozpocznę nową przygodę o lepszą siebie, a dobrze wiem, że zmniejszenie wagi da mi zdrowie, pewność siebie, uśmiech na twarzy, lepsze samopoczucie i mam nadzieję, rodzeństwo dla Hani :)
Ściskam mocno, a pod spodem umieszczam kilka obiecanych zdjęć naukowego kącika Hani, choć jeszcze nie wszystko jest skończone i z pewnością napiszę cały post o jej pokoju :)
Tak wyglądał kącik na początku
Tak po dodaniu kropek na ścianę :)
I jeszcze druga ściana Hani pokoju ;)
niedziela, 5 października 2014
Jesiennie spowolniona
Znów przerwa była za długa i nie będę się usprawiedliwiać bo szkoda czasu ;) Ważne, że jestem i znów chcę pisać. Tydzień temu dostałam od męża na urodziny prześlicznego, małego laptopa. Mogę go zabrać wszędzie bo jest poręczny i lekki dlatego teraz z pewnością będę się tu częściej pojawiać :)
Tytuł posta jest nieco przewrotny bo u mnie jesień oznacza powrót do pracy po letnim błogostanie. I nie ukrywam, że tempo jest nieziemskie, mam ogromne tyły papierkowe, które wczoraj udało mi się odrobinę nadrobić. Mnóstwo pomysłów do realizacji, no i wciąż mało czasu.... Mimo tego w środku zwolniłam, staram się być blisko siebie i pozwalam sobie na jesienną melancholię. We wrześniu przeszłam szkolenie online dotyczące poczucia własnej wartości. Nie było ono dla mnie rewolucyjne ale pozwoliło zobaczyć na nowo ile dobra jest we mnie i jak bardzo ważne jest to, żebym w końcu pokochała siebie. Tak więc kontynuując ćwiczenie z warsztatów, zapisuję codziennie w moim notesiku 3 pozytywy na swój temat i próbuję 'odczarować' to nieszczęsne myślenie o sobie w negatywny sposób. Coby wzmocnić to działanie, czytam książki Beaty Pawlikowskiej o kodach podświadomości i próbuję przekonać moją podświadomość, że jej kody zapisane w mojej przeszłości są bardzo błędne.
Co poza tym? Hanusia jest już pierwszoklasistką :) (zdjęcia pokoju pokaże po niedzieli bo ciągle czekałam na jeden detal, którego brakowało nad biurkiem, jutro go dobieram i jak tylko zawiśnie, napiszę post o pokoju Hani :)) Muszę przyznać, że bardzo jestem dumna z mojej córeczki, bo jest bardzo dzielna i świetnie sobie radzi w szkole. Fakt, że świadomość tego, że mama jest blisko, na pewno jej pomaga, jednak na szczęście ja mam zajęcia w innym budynku i nie widujemy się co dla mnie jest wielkim plusem. Tak więc rozpoczęło się odrabianie prac domowych, nowe piosenki, pierwsze słówka po francusku i zdania po angielsku :) Bardzo się cieszę, że Hania lubi chodzić do szkoły i mocno wierzę, że będzie odnosiła w niej wiele sukcesów. Wciąż zastanawiamy się czy zapisać ją na dodatkowe lekcje tańca i plastykę, bo bardzo lubi obie dziedziny, jednak w szkole ma i taniec i kółko plastyczne, a prawie codziennie kończy zajęcia o 14.30 i widzę że jest zmęczona. Dlatego mam mętlik w głowie i nie wiem co robić.... Chyba w tym miesiącu spróbujemy z zajęciami plastycznymi i zobaczymy czy jej się spodoba i czy będzie miała siły, bo u nas pisanie literek dopiero się zacznie, gdyż dzieci nie uczą się rządowego Elementarza i program jest nieco inny ;) A kaligrafia z pewnością będzie kosztowała nas dużo sił (Hania pięknie rysuje ale lieterki póki co nie chcą takie piękne wychodzić ;))
To tyle na dziś :) Pozwolę sobie przedstawić Wam mojego nowego przyjaciela ;)
A takie jesienne klimaty robimy sobie wieczorem ;)
Tytuł posta jest nieco przewrotny bo u mnie jesień oznacza powrót do pracy po letnim błogostanie. I nie ukrywam, że tempo jest nieziemskie, mam ogromne tyły papierkowe, które wczoraj udało mi się odrobinę nadrobić. Mnóstwo pomysłów do realizacji, no i wciąż mało czasu.... Mimo tego w środku zwolniłam, staram się być blisko siebie i pozwalam sobie na jesienną melancholię. We wrześniu przeszłam szkolenie online dotyczące poczucia własnej wartości. Nie było ono dla mnie rewolucyjne ale pozwoliło zobaczyć na nowo ile dobra jest we mnie i jak bardzo ważne jest to, żebym w końcu pokochała siebie. Tak więc kontynuując ćwiczenie z warsztatów, zapisuję codziennie w moim notesiku 3 pozytywy na swój temat i próbuję 'odczarować' to nieszczęsne myślenie o sobie w negatywny sposób. Coby wzmocnić to działanie, czytam książki Beaty Pawlikowskiej o kodach podświadomości i próbuję przekonać moją podświadomość, że jej kody zapisane w mojej przeszłości są bardzo błędne.
Co poza tym? Hanusia jest już pierwszoklasistką :) (zdjęcia pokoju pokaże po niedzieli bo ciągle czekałam na jeden detal, którego brakowało nad biurkiem, jutro go dobieram i jak tylko zawiśnie, napiszę post o pokoju Hani :)) Muszę przyznać, że bardzo jestem dumna z mojej córeczki, bo jest bardzo dzielna i świetnie sobie radzi w szkole. Fakt, że świadomość tego, że mama jest blisko, na pewno jej pomaga, jednak na szczęście ja mam zajęcia w innym budynku i nie widujemy się co dla mnie jest wielkim plusem. Tak więc rozpoczęło się odrabianie prac domowych, nowe piosenki, pierwsze słówka po francusku i zdania po angielsku :) Bardzo się cieszę, że Hania lubi chodzić do szkoły i mocno wierzę, że będzie odnosiła w niej wiele sukcesów. Wciąż zastanawiamy się czy zapisać ją na dodatkowe lekcje tańca i plastykę, bo bardzo lubi obie dziedziny, jednak w szkole ma i taniec i kółko plastyczne, a prawie codziennie kończy zajęcia o 14.30 i widzę że jest zmęczona. Dlatego mam mętlik w głowie i nie wiem co robić.... Chyba w tym miesiącu spróbujemy z zajęciami plastycznymi i zobaczymy czy jej się spodoba i czy będzie miała siły, bo u nas pisanie literek dopiero się zacznie, gdyż dzieci nie uczą się rządowego Elementarza i program jest nieco inny ;) A kaligrafia z pewnością będzie kosztowała nas dużo sił (Hania pięknie rysuje ale lieterki póki co nie chcą takie piękne wychodzić ;))
To tyle na dziś :) Pozwolę sobie przedstawić Wam mojego nowego przyjaciela ;)
A takie jesienne klimaty robimy sobie wieczorem ;)
Pozdrawiam jesiennie - Aga :)
środa, 20 sierpnia 2014
W telegraficznym skrócie
No i znów dałam ciała... wakacje mają się ku końcowi, a ja mało co pisałam :( Chyba bardziej nadaję się do czytania niż pisania...
Właściwie wiele w te wakacje się nie działo, zorganizowaliśmy mini biwak nad jeziorem, gdzie przetrwaliśmy tylko jedną noc gdyż fala imprezującej młodzieży nie pozwalała się cieszyć urokami otaczającej nas przyrody ;) Aczkolwiek mamy na przyszłość super miejsce na jednodniowe wypady, tylko 1,5h drogi i piękne krystalicznie czyste i ciepłe jeziorko do wykorzystania :)
Zabraliśmy Hanię do nowo otwartej Energylandii, która nie powaliła nas na kolana choć urzekła nas karuzela z konikami i tam spędziliśmy najwięcej czasu, może kiedyś napiszę osobny post o moich spostrzeżeniach i wrażeniach.
Mój mąż wyrwał się na weekend w góry, a ja w tym czasie delektowałam się ciszą gdyż mamy to szczęście, że moi rodzice mieszkają w lesie i tam Hania spędza większość swoich wakacji ;)
A poza tym wielką parą idą przygotowanie do szkoły :) Biurko już stoi, półki przykręcone, jeszcze kilka detali i kącik naukowy będzie gotowy :) Oczywiście plecak, worek i cała wyprawka już z niecierpliwością czekają na pierwsze chwile w szkole ale chyba najbardziej czeka Hania :)
Na razie kilka słów bez zdjęć ale dorzucę je w najbliższym czasie :):):) I obiecuję poprawę piśmienniczą ;)
Aga
Właściwie wiele w te wakacje się nie działo, zorganizowaliśmy mini biwak nad jeziorem, gdzie przetrwaliśmy tylko jedną noc gdyż fala imprezującej młodzieży nie pozwalała się cieszyć urokami otaczającej nas przyrody ;) Aczkolwiek mamy na przyszłość super miejsce na jednodniowe wypady, tylko 1,5h drogi i piękne krystalicznie czyste i ciepłe jeziorko do wykorzystania :)
Zabraliśmy Hanię do nowo otwartej Energylandii, która nie powaliła nas na kolana choć urzekła nas karuzela z konikami i tam spędziliśmy najwięcej czasu, może kiedyś napiszę osobny post o moich spostrzeżeniach i wrażeniach.
Mój mąż wyrwał się na weekend w góry, a ja w tym czasie delektowałam się ciszą gdyż mamy to szczęście, że moi rodzice mieszkają w lesie i tam Hania spędza większość swoich wakacji ;)
A poza tym wielką parą idą przygotowanie do szkoły :) Biurko już stoi, półki przykręcone, jeszcze kilka detali i kącik naukowy będzie gotowy :) Oczywiście plecak, worek i cała wyprawka już z niecierpliwością czekają na pierwsze chwile w szkole ale chyba najbardziej czeka Hania :)
Na razie kilka słów bez zdjęć ale dorzucę je w najbliższym czasie :):):) I obiecuję poprawę piśmienniczą ;)
Aga
piątek, 1 sierpnia 2014
Decyzje...
Wyzwanie blogowe dobiegło końca, a mnie zostały jeszcze dwa tematy do napisania i mimo tego, że już jest po terminie napiszę je bo zależy mi żeby dokończyć to co zaczęłam. No właśnie oprócz wyzwania w mojej codzienności dzieje się sporo rzeczy, którymi chciałabym się podzielić, w mojej głowie kłębią się myśli, które również potrzebują uwolnienia przez zapisanie... Czas mija szybko, chwile uciekają, a na blogu cisza bo zebrać się nie potrafię. Ale lepszej chwili niż ta teraz już nie będzie, bo Hania u dziadków, mąż mierzy się z Tatrami, a ja z kotami zostałam w domu bo chciałam... bo potrzebuję chwili ciszy, chwili na zebranie myśli, zaplanowania kolejnych dni, posegregowania wszystkiego w szafach i bardzo się cieszę, że każdy z nas choć osobno czuje się teraz szczęśliwy. Hania bawiąc się z babcią, która poświęca jej każdą chwilę, D. gdzieś tam wysoko w górach, sam na sam ze swoimi myślami, czerpiący siłę z piętrzących się dokoła szczytów i ja w domu łapiąc ciszę za nogi i ładując akumulatory na kolejne chwile z rodziną.
I właśnie siedząc sobie tak z tymi moimi myślami, w pierwszym dniu postu warzywno-owocowego, który postanowiłam rozpocząć w celu ratowania swojego zdrowia fizycznego i psychicznego, uświadomiłam sobie na nowo jak ważne w naszym życiu są decyzje i jak jeszcze ważniejsze jest ich dotrzymanie.
Bo przecież decydując się na dziecko, musimy mu później zapewnić dobre i szczęśliwe życie rezygnując z wiele razy z siebie po to by zyskać najcenniejszy skarb, miłość naszej pociechy. Decydując się na małżeństwo, decydujemy się na życie piękne ale też często trudne, gdzie "ja" zamienia się w "my" i egoizm idzie w odstawkę, bo kiedyś podjęliśmy decyzję o "nas"... Podejmując decyzję o prowadzeniu bloga uczę się gospodarować czasem (co idzie mi fatalnie) aby pisać u siebie i zaglądać do innych. Podejmując decyzję o poście warzywno-owocowym, muszę wytrzymać kilka tygodni jedząc surowe warzywa i kilka zaledwie owoców, aby potem przejść na żywienie makrobiotyczne, zgubić kilogramy, ustrzec się przed cukrzycą i patrzeć w lustro z zadowoleniem.
Decyzja za decyzją, tylko z ich dotrzymaniem czasem ciężko bywa... Bo przecież zmęczenie daje się we znaki, bo leń rozpanoszył się w nas bardziej niż zazwyczaj, bo życie takie ciężkie i przecież nas nie rozpieszcza... Tylko sęk w tym, że to nasze decyzje i to od nas zależy czy i w jaki sposób ich dotrzymamy. Piękne życie jest na wyciągnięcie ręki, nasze szczęście jest w naszych rękach, a każda dobra decyzja powoduje, że wszystko nabiera jeszcze większego sensu, szczególnie gdy pozostajemy wierni sobie i dotrzymujemy tego co postanowiliśmy.
Mam nadzieję że najbliższe dni będą obfite w posty i nadrobię wiele zaległości, postaram się dotrzymać danemu sobie słowa ;)
I właśnie siedząc sobie tak z tymi moimi myślami, w pierwszym dniu postu warzywno-owocowego, który postanowiłam rozpocząć w celu ratowania swojego zdrowia fizycznego i psychicznego, uświadomiłam sobie na nowo jak ważne w naszym życiu są decyzje i jak jeszcze ważniejsze jest ich dotrzymanie.
Bo przecież decydując się na dziecko, musimy mu później zapewnić dobre i szczęśliwe życie rezygnując z wiele razy z siebie po to by zyskać najcenniejszy skarb, miłość naszej pociechy. Decydując się na małżeństwo, decydujemy się na życie piękne ale też często trudne, gdzie "ja" zamienia się w "my" i egoizm idzie w odstawkę, bo kiedyś podjęliśmy decyzję o "nas"... Podejmując decyzję o prowadzeniu bloga uczę się gospodarować czasem (co idzie mi fatalnie) aby pisać u siebie i zaglądać do innych. Podejmując decyzję o poście warzywno-owocowym, muszę wytrzymać kilka tygodni jedząc surowe warzywa i kilka zaledwie owoców, aby potem przejść na żywienie makrobiotyczne, zgubić kilogramy, ustrzec się przed cukrzycą i patrzeć w lustro z zadowoleniem.
Decyzja za decyzją, tylko z ich dotrzymaniem czasem ciężko bywa... Bo przecież zmęczenie daje się we znaki, bo leń rozpanoszył się w nas bardziej niż zazwyczaj, bo życie takie ciężkie i przecież nas nie rozpieszcza... Tylko sęk w tym, że to nasze decyzje i to od nas zależy czy i w jaki sposób ich dotrzymamy. Piękne życie jest na wyciągnięcie ręki, nasze szczęście jest w naszych rękach, a każda dobra decyzja powoduje, że wszystko nabiera jeszcze większego sensu, szczególnie gdy pozostajemy wierni sobie i dotrzymujemy tego co postanowiliśmy.
Mam nadzieję że najbliższe dni będą obfite w posty i nadrobię wiele zaległości, postaram się dotrzymać danemu sobie słowa ;)
wtorek, 22 lipca 2014
10 rzeczy, które lubię i 10 rzeczy, których nieznoszę.... Dzień 3 wyzwania
Mimo przerwy w blogowaniu kontynuuje wyzwanie, bo zwyczajnie chcę je dokończyć. Nie pisałam w zeszłym tygodniu bo spontanicznie wyjechaliśmy na biwak ale o tym napiszę osobny post :)
10 rzeczy które lubię:
1. Przede wszystkim uwielbiam wręcz marzyć i czasem wydaje mi się, że dzięki temu mojemu odrywaniu się od rzeczywistości i projektowaniu różnych rzeczy w głowie, lepiej mi się żyje, tym bardziej że większość moich marzeń się spełnia :)
2. Lubię się śmiać.
3. Lubię baaardzo spędzać czas z moim mężem i moją córką.
4. Lubię wstawać wcześnie rano i dobrze wykorzystywać każdą chwilę, wtedy czuję satysfakcję.
5. Lubię, choć bardzo z tym walczę, cole zero ;p
6. Lubię czytać dobre książki.
7. Lubię myśleć o tym jak urządzę nasz dom.
8. Lubię czuć się dobrze sama ze sobą.
9. Lubię spotykać się z ludźmi.
10. Lubię inspirować się czytając inne blogi :)
Nieznoszę:
1. kiedy czas ucieka mi między palcami.
2. mojego lenistwa
3. kiedy się złoszczę na moją córkę
4. bać się
5. patrzeć w lustro
6. bałaganu, który ciężko mi ogarnąć
7. bezradności
8. kiedy gaśnie we mnie nadzieja
9. być oszukiwana
10. czuć się nieważna....
10 rzeczy które lubię:
1. Przede wszystkim uwielbiam wręcz marzyć i czasem wydaje mi się, że dzięki temu mojemu odrywaniu się od rzeczywistości i projektowaniu różnych rzeczy w głowie, lepiej mi się żyje, tym bardziej że większość moich marzeń się spełnia :)
2. Lubię się śmiać.
3. Lubię baaardzo spędzać czas z moim mężem i moją córką.
4. Lubię wstawać wcześnie rano i dobrze wykorzystywać każdą chwilę, wtedy czuję satysfakcję.
5. Lubię, choć bardzo z tym walczę, cole zero ;p
6. Lubię czytać dobre książki.
7. Lubię myśleć o tym jak urządzę nasz dom.
8. Lubię czuć się dobrze sama ze sobą.
9. Lubię spotykać się z ludźmi.
10. Lubię inspirować się czytając inne blogi :)
Nieznoszę:
1. kiedy czas ucieka mi między palcami.
2. mojego lenistwa
3. kiedy się złoszczę na moją córkę
4. bać się
5. patrzeć w lustro
6. bałaganu, który ciężko mi ogarnąć
7. bezradności
8. kiedy gaśnie we mnie nadzieja
9. być oszukiwana
10. czuć się nieważna....
czwartek, 17 lipca 2014
Dlaczego bloguję...Drugi dzień wyzwania
To pytanie zadawałam sobie od kilku miesięcy i sama nie wiem czy do końca potrafię na nie odpowiedzieć... Zaczęłam blogować bo bardzo fascynuje mnie ten świat, ludzie którzy go tworzą. Poza tym bardzo lubię pisać, tyle że w momencie gdy zaczęłam już to robić okazało się, że wcale nie jest tak prosto.
Pierwszą przeszkodą był brak aparatu (tak wtedy myślałam), kiedy już go dostałam okazało się, że nie mam nawyku łapania chwil. Ale nie poddawałam się i doszło do tego, że przestałam pisać na blogu ale za to częściej robiłam zdjęcia.
Zaczytywałam się godzinami w blogi które mnie zachwycały i były to najczęściej blogi wnętrzarskie i te opisujące codzienne życie, trochę zabaw z dziećmi, trochę gotowania, wspólne wypady itp. Wtedy odkryłam, że chyba nie do końca mam o czym pisać bo moje życie jest takie nijakie, nudne mało aktywne. To był kolejny krok bo okazało się, że blogowanie zmienia jakość mojego życia, że więcej mi się chce i jestem bardziej twórcza w swojej codzienności.
Potem odkryłam, że bardzo dobrze pisze mi się o moich uczuciach, o tym co nosze w sobie i blog zaczął w mojej głowie jawić się jako wirtualny pamiętnik.
Wszystko to są bardzo świeże przemyślenia bo wciąż nie określiłam swojego kierunku blogowego. Chyba nawet trudno mnie określić blogerką jednak bardzo chcę nią być. Bardzo chce zatrzymywać chwile, opowiadać o tym co mnie zachwyciło albo gdzie spędziliśmy cudowny weekend. Chcę pisać o budowie naszego domu i spełnianiu marzeń. Bardzo chcę aby nasze gniazdko było moim wirtualnym domem, w którym będę mogła ugościć wszystkich tych, którzy zechcą tu wejść, morzem wartościowych słów, pięknymi zdjęciami i moim wnętrzem przelanym w słowach na pulpit komputera :)
Pierwszą przeszkodą był brak aparatu (tak wtedy myślałam), kiedy już go dostałam okazało się, że nie mam nawyku łapania chwil. Ale nie poddawałam się i doszło do tego, że przestałam pisać na blogu ale za to częściej robiłam zdjęcia.
Zaczytywałam się godzinami w blogi które mnie zachwycały i były to najczęściej blogi wnętrzarskie i te opisujące codzienne życie, trochę zabaw z dziećmi, trochę gotowania, wspólne wypady itp. Wtedy odkryłam, że chyba nie do końca mam o czym pisać bo moje życie jest takie nijakie, nudne mało aktywne. To był kolejny krok bo okazało się, że blogowanie zmienia jakość mojego życia, że więcej mi się chce i jestem bardziej twórcza w swojej codzienności.
Potem odkryłam, że bardzo dobrze pisze mi się o moich uczuciach, o tym co nosze w sobie i blog zaczął w mojej głowie jawić się jako wirtualny pamiętnik.
Wszystko to są bardzo świeże przemyślenia bo wciąż nie określiłam swojego kierunku blogowego. Chyba nawet trudno mnie określić blogerką jednak bardzo chcę nią być. Bardzo chce zatrzymywać chwile, opowiadać o tym co mnie zachwyciło albo gdzie spędziliśmy cudowny weekend. Chcę pisać o budowie naszego domu i spełnianiu marzeń. Bardzo chcę aby nasze gniazdko było moim wirtualnym domem, w którym będę mogła ugościć wszystkich tych, którzy zechcą tu wejść, morzem wartościowych słów, pięknymi zdjęciami i moim wnętrzem przelanym w słowach na pulpit komputera :)
wtorek, 15 lipca 2014
Historia nazwy mojego bloga...
Z racji tego, że małymi kroczkami wracam do blogowania, postanowiłam wziąć udział w wyzwaniu blogowym "Pięć dni do lepszego bloga" zorganizowanym przez Urszulę z bloga www.senmai.pl :)
W pierwszym dniu wyzwania moim zadaniem jest napisać jak powstała nazwa mojego bloga :)
Historia nie jest długa, pierwsze co przyszło mi do głowy to nasze nazwisko, które jest dość wdzięczne i bardzo je lubię - Gołąbek :) Zaczęłam szukać wokół tej nazwy, najpierw był pomysł na gołębnik, gołębniczek ale jakoś mi to nie leżało. Od gołębnika przeszłam do gniazda, a że w tamtym czasie kupiliśmy działkę i realnie zaczęliśmy planować budowę domu, który będzie spełnieniem naszych marzeń, stwierdziłam że będę pisać o naszym gniazdku, tym które już mamy jako rodzina i tym, które będziemy wić :) A że szybko to nie będzie szło dlatego dodałam krok po kroku, bo wszystko w życiu dzieje się krok po kroku... :)
W pierwszym dniu wyzwania moim zadaniem jest napisać jak powstała nazwa mojego bloga :)
Historia nie jest długa, pierwsze co przyszło mi do głowy to nasze nazwisko, które jest dość wdzięczne i bardzo je lubię - Gołąbek :) Zaczęłam szukać wokół tej nazwy, najpierw był pomysł na gołębnik, gołębniczek ale jakoś mi to nie leżało. Od gołębnika przeszłam do gniazda, a że w tamtym czasie kupiliśmy działkę i realnie zaczęliśmy planować budowę domu, który będzie spełnieniem naszych marzeń, stwierdziłam że będę pisać o naszym gniazdku, tym które już mamy jako rodzina i tym, które będziemy wić :) A że szybko to nie będzie szło dlatego dodałam krok po kroku, bo wszystko w życiu dzieje się krok po kroku... :)
piątek, 11 lipca 2014
Wakacje czas zacząć!
Wczoraj popołudniu zdałam egzamin i zostałam nauczycielem mianowanym: ) Jestem szczęśliwa, że mam to za sobą i że dobrze mi poszło. Atmosfera była bardzo miła, a pytania cudowne: ) Tak więc dziś oficjalnie rozpoczynam wakacje. Mam mnóstwo planów, o których pewnie będę stopniowo pisać.
Również mój blog woła o zmianę banera i szereg wpisów na które już mam pomysły: )
Tak więc rozluźniona, pełna pozytywnej energii i z głową pełną marzeń i nadziei wyruszam w wakacyjną podróż : )
Dziś Hanusia wróciła od dziadków i taka piękną lilię dostałam za zdany egzamin: )
Również mój blog woła o zmianę banera i szereg wpisów na które już mam pomysły: )
Tak więc rozluźniona, pełna pozytywnej energii i z głową pełną marzeń i nadziei wyruszam w wakacyjną podróż : )
Dziś Hanusia wróciła od dziadków i taka piękną lilię dostałam za zdany egzamin: )
poniedziałek, 7 lipca 2014
Kolejny dzień lipca
Ja dziś od rana sprzątam, a później zabieram się do nauki bo egzamin już w czwartek ;) Hanusia spędza ten tydzień u dziadków w lesie, a mnie towarzyszą koty, które leniuchują w ten upalny dzień.
Dobrego dnia :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)




























